Przypominam, że z racji na treść zawierającą wulgaryzmy, brutalność, nawiązanie do alkoholu, a możliwe, że i elementy seksu, czy środków odurzających, tekst ten skierowany jest do czytelników PEŁNOLETNICH
.
.
.
Rozdział XLII
Resztę swojej warty spędziłem na ostrzeniu miecza, okazjonalnie przechodząc się wzdłuż galerii, dla rozprostowania kości. Zgodnie z tym co zapowiedział Ojciec A. wkrótce po siódmej zaczął się ruch. Ludzie pakowali rzeczy i szykowali się do wyjazdu. Charlee zaczął oględziny wozu strażackiego jak Jelcza, aby upewnić się, że na pewno są w pełni sprawne. Biorąc pod uwagę jak wszystko szło zyskiwałem coraz większą pewność, że wyruszymy już dzisiejszego wieczoru.
Około jedenastej przez główną nawę przemknęła Natalia. Zniknęła w części kuchennej, zapewne na śniadanie. Nie wiem czy obudziła ją krzątanina, raczej w to jednak wątpiłem. Wszyscy starali się zachowywać jak najciszej. Jeśli akurat nic nie robili to modlili się lub po prostu odpoczywali, chcąc zebrać siły przed podróżą.
Gdy zbliżyło się południe, przetarłem szmatką klingę i sprawdziłem jej ostrość. Gdybym nacisnął odrobinę mocniej, bez trudu przeciąłbym skórę na swoim palcu. Zadowolony ująłem miecz jak należy i przyjrzałem się ostrzu. Teraz była to już pełnowartościowa broń, może nie ostra jak żyletka, ale dość aby rozrąbać przeciwnika.
Ta myśl sprawiła, że zasępiłem się na chwilę. Zdumiała mnie zmiana rozumowania, jaka zaszła we mnie w ciągu tego tygodnia. Jeszcze niedawno myślałem o świeżo skończonym związku z dziewczyną, majaczącym gdzieś a horyzoncie pozwie sądowym o pobicie od jej szefa z którym przyprawiła mi rogi i chciałem tylko w trasie zagubić swoje troski. Niema co, zagubiłem je skutecznie.
Moje myśli zboczyły po raz pierwszy na temat rodziny i przyjaciół. Jak sobie radzą? Czy w ogóle przeżyli? Czy nic nie obgryza teraz ich kości w jakimś mrocznym zaułku...
Pokręciłem szybko głową, odsuwając od siebie tą myśl. Teraz i tak nic nie mogłem na to poradzić. Mimo to obraz ten pozostał gdzieś na granicy świadomości, nie chcąc dać zepchnąć się głębiej. Warknąłem rozzłoszczony tym.
Schowałem osełkę i zebrawszy swoje rzeczy ruszyłem na dół. Skoro Farkas już wstała, mogłem spokojnie zdać jej wartę, zresztą dwunasta już i tak minęła. Na parterze wyminąłem krzątających się ludzi i prawie wpadłem na Grzegorza.
- Ty już na nogach? – Spytałem trochę zdziwiony. Wzruszył ramionami.
- I tak nie mogłem spać, cały czas wydawało mi się, że słyszę kolejną eksplozję albo wycie świrów. – Odpowiedział mrukliwie. – Wole już być w pełni przytomny. Wyśpię się, jak opuścimy to cholerne miasto.
„Wątpię aby gdzie indziej było dużo lepiej.” pomyślałem, ale ugryzłem się w język.
Zamiast podkopywać go bardziej, klepnąłem go tylko w ramię.
- Jak chcesz to stanowisko na galerii jest wolne. – Powiedziałem zdejmując z pleców dwururkę i wyciągając ja w jego stronę. – Natalia ma mnie zmienić i Franek gdzieś się pelenta, ale dodatkowa para oczu to dodatkowa para oczu.
- Dzięki. – Odpowiedział, zgarniając broń. Na jego zarośniętej gębie pojawił się cień uśmiechu, gdy wziął strzelbę do rąk. Chyba czół się z nią pewniej. Doskonale go rozumiałem.
Skinąwszy mu głową, ruszyłem w stronę zakrystii. Na piętrze umyłem się jeszcze, sprawdzając jak się wszystko na mnie goi. Zadowolony ruszyłem do siebie do pokoju.
Przy drzwiach czekała na mnie Natalia.
- Hej. – Zagadała, uśmiechając się lekko. – I jak tam?
- Spokojnie. Cały dzień nic się nie działo. Chyba się wyrobią ze wszystkim i wieczorem będzie można wyjechać. Z resztą Grześ też już wstał. Dałem mu strzelbę i usiadł na górze, możesz więc spokojnie wszystko obejść. – Odparłem.
- Wiem, widziałam go. Dlatego tu przyszłam, bo przez chwile dadzą sobie radę sami, a chciałam porozmawiać.
- Aha, wejdźmy w takim razie. – Powiedziałem i dodałem z uśmiechem. – Niema co tu tak stać, jak szkopy przed bramą nieba.
Również się uśmiechnęła. Otworzyłem drzwi i wpuściłem ją pierwszą. Nigdy nie byłem pedantem więc w środku panował lekki, kawalerski bajzel, choć niewielka ilość rzeczy które miałem, sprawiała, że nie było tak tragiczne.
- Przepraszam za bałagan. – Rzuciłem, zamykając drzwi. Wymijając kobietę, zgarnąłem szybko wczorajsze bokserki i skarpetki i wrzuciłem do najbliższej szafy.
- Nie jest tak źle, nie przejmuj się. – Zapewniła, chyba jednak trochę nieszczerze. Spojrzałem na nią spode łba, uśmiechając się krzywo. Parsknęła lekkim śmiechem wzruszając ramionami.
- Przynajmniej umiesz gotować...
- O tak, jajecznica wychodzi mi rewelacyjnie.
Uśmiechając się nadal, kiwnąwszy głową. Następnie spoważniała, spuszczając wzrok.
- Słuchaj, Mietek... – Zaczęła, spoglądając w bok, na najbliższą ścianę. – Miałeś rację, w sprawie tych strażaków. Przepraszam za swoje zachowanie wtedy.
- Rozmawialiśmy już przecież o tym. Nic się takiego nie stało. – Zapewniłem ją od razu, zaskoczony jej słowami.
- Dobrze wiem, że się stało. Byłam wtedy zła. Wkurzona i wystraszona tym upadkiem. Musiałam chyba odreagować i przepraszam, że spadło to na ciebie... – Znów spuściła wzrok, przygryzając z lekka wargę. Kiwnąłem lekko głową, gdy potwierdziły się moje przypuszczenia. Następnie podszedłem do niej. Sięgnąłem delikatnie i ująłem ją pod brodę, unosząc jej twarz.
- Spójrz na mnie, dziewczyno. – Poprosiłem. – Nie musisz się martwić. Skoro ty nie miałaś do mnie pretensji o ten numer z kluczem to i ja nie mogę się gniewać. Zwłaszcza, że gdyby nie twoja zgoda na przejęcie części wachty to ojciec Antanas nie miałby czasu na pochowanie ich.
Uśmiechnęła się, ujmując moją dłoń w swoje. Pociągnęła ją w dół, ale nie puściła.
- Byłam pewna, że zrezygnujesz. Tam, wtedy w remizie, że przeniesiesz jedno, czy dwa ciała i będziesz miał dość. Sądziłam, że braknie ci samozaparcia. Ale nie poddałeś się... – Powiedziawszy to spojrzała mi w oczy w taki sposób, że poczułem jak przyśpiesza mi tętno. Po raz pierwszy od kiedy to się zaczęło, nie ze strachu czy złości.
- Po prostu jestem uparty jak osioł. – Odpowiedziałem, uśmiechając się trochę nerwowo. W pamięci odżyły mi sceny z komisariatu, a w uszach usłyszałem jej słowa. Nie miałem więc pewności o co jej teraz chodzi. Chyba wyczuła moje wątpliwości, bowiem przysunęła się bliżej i zagryzając lekko dolną wargę, objęła mnie za szyję.
Pomału nachyliłem się ku niej i nasze usta spotkały się w połowie drogi, w lekkim, jakby płochliwy pocałunku. Przeszedł on w następny, a ten w kolejny. Spojrzałem jej w oczy, poczułem jak jej uchwyt na moim karku staje się mocniejszy i zyskałem pewność.
Przygarnąłem ją mocno do siebie, kolejny pocałunek przeciągając i dodając mu namiętności. Odpowiedziała mi tym samym. Poczułem jej dłoń na swojej potylicy a na wargach końcówkę języka. Rozchyliłem szerzej szczęki, wpuszczając go do środka i dając mu partnera do tańca. Oczy same mi się zamknęły, aby zintensyfikować inne zmysły.
Na moment zatraciłem się w przyjemności. Czułem jej cudowny język w swoich ustach, zapętlony razem z moim. Jej dłonie głaszczące moją głowę i kark. Jej cało tuż przy moim, cudownie miękki i twarde jednocześnie. Rozłożyłem szeroko palce dłoni, jedną wsuwając w jej włosy, drugą masując plecy. W nosie czułem jej zapach. Kobiecy, zmieszany z nutką perfum kojarzących mi się z poranną rosą. Nie miałem pojęcia kiedy znalazła czas aby o siebie tak dbać, ja byłem zadowolony jak raz na dwa dni miałem czas wziąć prysznic.
Oderwaliśmy w końcu od siebie usta, musząc zaczerpnąć tchu, po jej uśmiechu wiedziałem jednak, że to jeszcze nie koniec. Jakaś część mnie zaczęła protestować, krzyczeć, że przecież Natalia musi iść na służbę. Że ryzyko, że wiedźmy, że Fladery...
Znów przywarła do mnie z kolejnym pocałunkiem i to wystarczyło abym zadusił w sobie ten głos. „Zresztą...” jak zaraz sobie powiedziałem „Grzegorz już wstał, zastąpi ją, prze tych kilka godzin. A jak coś zacznie się dziać to i tak usłyszymy.”
Po chwili czarnowłosa przerwała pocałunek, łapiąc jeszcze na moment moją dolna wargę w swoje i pociągając lekko, na tyle na ile się dało. Uśmiechnęła się zaraz promiennie, zadowolona, ale bynajmniej nie zaspokojona. Złapała szybko za poły mojej koszulki i poczęła wyciągać ją ze spodni. Aby jej pomóc puściłem ją na moment i złapawszy za kołnierz na karku pociągnąłem w górę. Zdarłem z siebie podkoszulek jednym ruchem. Musiał być naprawdę świetnej jakości, że nie usłyszałem dźwięku dartego materiału.
Szybkim ruchem cisnąłem go gdzieś w dal, podczas gdy kobieta przywarła do mnie ponownie. Tym razem jednak pocałunek złożyła nie na moje usta a na szyję. Jednocześnie jej dłonie wznowiły wędrówkę po moich plecach. Odchyliłem głowę w bok, oddając się przyjemności. Po chwili moje dłonie też wróciły na swoje miejsce w jej włosach i na plecach, abym mógł oddać przynajmniej część pieszczoty.
Natalia całowała moja szyję, namiętnie i gorąco, ale nie do poziomu malinki. Przesuwała się szybko, z jednej strony na drugą, następnie na ramiona. Jej dłonie z moich pleców przesunęły się na klatkę piersiową. Zaczęła ja delikatnie gładzić, rozgarniając palcami włosy. Jej usta ruszyły szlakami wyznaczonymi przez ręce, raz jeden, raz drugi. Przesunąłem swoje dłonie na jej ramiona, nie kierowałem jej jednak nigdzie, oddając pieszczotom.
Moment później przesunęła się troszkę w bok i zamknęła usta na moim sutku. Poczułem jakby przeszył mnie lekki, niesamowicie przyjemny elektryczny wstrząs. Zadowolony pomruk wyrwał mi się z gardła, a usta rozciągnęły w uśmiechu, gdy zaczęła bawić się moją piersią, na przemian lekko ssąc i muskając językiem. Zaraz przesunęła się na drugi sutek, ale tego, jakby drażniąc się, tylko przeciągnęła językiem, po czym dmuchnęła na niego. Igiełki zimna wywołały dreszcz na całym moim ciele.
Kobieta zachichotała widząc to, a ja uśmiechając się, pochyliłem i złapałem ją poniżej pośladków. Lekkim szarpnięciem oderwałem od ziemi. Jęknęła, chyba zaskoczona, ale instynktownie oplotła mnie nogami w pasie. Rozstawiłem tylko szerzej stopy, kompensując dodatkowy ciężar, a ona dodatkowo objęła mnie za kark, przytrzymując się. Znów odnalazłem je usta w długim pocałunku. Jedną dłonią przytrzymywałem ją za pośladki, podczas gdy drugą wsunąłem jej pod koszulę. Teraz była moja kolej.
Pozwalając naszym językom bawić się ze sobą, błądziłem opuszkami palców po jej ciele. Kilka razy natrafiłem na jakaś nierówność, chyba bliznę. Obrysowywałem ją wtedy palcami, zmieniając pocałunek w delikatniejszy, bardziej czuły. Wiem jak kobiety potrafią być zestresowane niedoskonałościami swojego ciała. Zupełnie jakby oczekiwały, że w trakcie miłości przejmujemy się jakimiś greckimi filozofami, jak Celulit, czy ktoś tam.
Po chwili natrafiłem dłonią na pasek od stanika. Uśmiechając się w duchu intensywniejszym ruchem przesunąłem dłoń po skórze pod nim, w szczególności po zagłębieniach kręgosłupa w tym miejscu. Pod palcami wyczułem dwa dołeczki i nacisnąwszy je palcami, wprowadziłem dłoń w lekkie drżenie. Oderwawszy swoje usta od moich, Farkas wygięła się do tyłu, jęknąwszy. Skorzystałem z okazji składając gorący pocałunek na jej szyję.
Odepchnęła mnie lekko i złapała za dół swojej koszuli. Nie przejmowała się guzikami, po prostu zaczęła ściągać ją przez głowę. Moim oczom ukazał się szczupły brzuch, z lekko zarysowanymi mięśniami i dwie krągłe piersi w półkoronkowym staniku. Przypomniawszy sobie jak podrażniła mnie przed chwilą, postanowiłem się jej odwdzięczyć. Sięgnąłem w górę i zamknąłem jej dłonie w swoich, akurat gdy przeciągała koszulę przez głowę.
W efekcie materiał zasłonił jej oczy, a zablokowane ręce nie mogły nic na to poradzić. Stęknęła cicho, zaskoczona, ja zaś z szerokim uśmiechem złożyłem delikatny pocałunek na jej wargach. Oddała go bez ociągania. Całowaliśmy się tak przez moment. Kiedy przerwałem pocałunek, ujrzałem jak sięga wargami dalej, chcąc go kontynuować.
- Mietek... - Jęknęła cicho, gdy nie napotkała moich ust.
Puściłem jej dłonie i pomogłem zdjąć koszulę do końca. Poleciała gdzieś w bok. Czarnowłosa przytuliła się do mnie mocno. Czułem jej nagą skórę na swojej, jej piersi oddzielone ode mnie tylko cienkim paskiem materiału. Zacząłem całować jej twarz, szyję a potem ramiona. Odchyliła się w tył, na pełną długość ramion, odsłaniając mi dostęp do swojego dekoltu. Naparła przy tym biodrami na moje i nie miałem wątpliwości, że jest w stanie wyczuć przez spodnie oznaki mojego podniecenia. Usłyszałem jak mruknęła zadowolona.
Pochylając się zagłębiłem twarz między jej piersiami, całując to co wystawało ponad koronki. Tym razem to Natalia zadrżała na całym ciele. Odchyliła głowę w tył mrucząc radośnie. Jej dłonie znów masowały moje ramiona i kark.
Całowałem górę jej piersi, czując pod ustami ich wywołaną podnieceniem twardość. Wsuwałem lekko język pod koronki, ale tylko trochę, aby jeszcze bardziej ją podniecić. Gdy jęknęła ponownie, przyciągnąłem ją z powrotem do siebie i złożyłem długi pocałunek na jej ustach.
Sapnęła, gdy nasze usta się rozwarły i przyciągnęła mnie mocniej do siebie, wtulając się w moje ramiona. Poczułem jej gorący oddech na swoim uchu i delikatne muśnięcia jej warg.
- Kochaj się ze mną... – Wyszeptała mi wprost do niego, głosem który mógłby podniecić umarłego. – Jeszcze nikt nie uratował mi tak życia. Ty jest pierwszy...kochaj się ze mną...
Poczułem jakby ktoś wylał mi na łeb wiadro zimnej wody.
- Zaraz... – Zacząłem odsuwając ją od siebie, aby móc spojrzeć w oczy. – Przyszłaś do mnie z wdzięczności?
- Co? – Spytała zaskoczona, przezwyciężając podniecenie. – Tak...nikt nigdy mnie nie uratował, znaczy w walce to owszem, ale tak zwyczajnie jak wtedy na drabinie to nie...
Przerwała gdy przestałem ją podtrzymywać i złapawszy za jej nogi rozplotłem je za swoimi plecami. Jeszcze bardziej zaskoczona zeskoczył na ziemię. Odsuwając sie o krok popatrzyła na mnie nic nie rozumiejąc.
- Czyli, w ramach wdzięczności za to, że cię uratowałem pozwalasz mi cię wygrzmocić? To dla mnie ma być prezentem, że będziesz miała orgazm za orgazmem. Dziękuje bardzo za taką wdzięczność, obejdę się. – Odparłem, prawie przez zaciśnięte zęby.
- Co ty pieprzysz?! – Krzyknęła rozdrażniona. – A dla ciebie kochanie się ze mną to ma niby być tortura? Żadnej przyjemności, niby?!
- Nie, wiele. – Przyznałem. – Tak jak i dla ciebie. Dlatego nie wpieraj mi tego gówna z dowodem wdzięczności. Nie szukaj jakiejś pierdolonej wymówki, aby się ze mną przespać, tylko przyjdź po prostu dlatego, że tego chcesz. Choć nie wiem czy teraz ja będę tego chciał...
- Żaden inny facet by nie pogardził takim dowodem wdzięczności. – Odpowiedziała i dodała kpiąco. – A co, może nie masz dość jaj?
- Moje jaja to teraz nie twoja sprawa. A co do pogardzania, to jakbyś nie pamiętała ja mam na imię Mieczysław, a nie „żaden”. Poza tym, skoro już uogólniamy do dawania dupy w zamian za coś, to też jest dość powszechne. Zwykle dostają za to pieniądze i chyba dość dobrze wiesz kim je to czyni...
Trzasnęła mnie z liścia. Mogłem się tego w sumie spodziewać, choć wiedziałem, że mam rację. Po prostu prawda zakuła ją w oczy. Zwłaszcza, że większość facetów zgadzała się z nią i wiedziałem o tym. Ale w dupie miałem większość. Jak chcieli być po prostu klientami jakiejś dziwki, to ich sprawa.
Dlatego nawet mi powieka nie drgnęła i spojrzałem na Natalię z góry. Broda zadrżała jej jak u małej dziewczynki i odniosłem wrażenie, że zaraz się rozpłacze. Zamiast tego poprawiła mi sierpowym. Znaczy spróbowała, bo tym razem zareagowałem i zablokowałem jej uderzenie. Spojrzała na mnie wściekle, nie uciekłem jednak wzrokiem.
- A chuj ci w dupę! – Warknęła podnosząc swoją koszulę. Założyła ją szybko i wyszła trzaskając drzwiami. Chciałem jej coś odpowiedzieć, ale nie zdążyłem tym razem wymyślić żadnej sensownej riposty. Czułem tylko przepełniającą mnie frustrację i wściekłość. Wręcz zaczęła mnie roznosić.
Chcąc dać jej upust uderzyłem pięścią w ścianę. Nie pomogło. Nawet nic nie poczułem. Kopnąłem więc w najbliższy mebel. Też nic. Powarkując zacząłem kopać i uderzać w co się dało. Ścianę, stolik, krzesło, ławę na której stałem, w końcu szafę. W zapamiętaniu złapałem tą ostatnią za wierzch i pociągnąłem na siebie. Opadła mi na ramiona. Poprawiłem chwyt i oderwałem ją od ziemi. Musiała ważyć ze sto kilo i trochę mną zachwiała.
Ale ryknąwszy wściekle utrzymałem ją w górze i cisnąłem w bok.
Opadając w dół minęła moja głowę tylko o milimetry, ale uderzyła o ścianę z ogromnym łoskotem. Wysiłek ten przygasił ogień płonący we mnie. Dysząc ciężko, oparłem się o przewrócony stół i zacząłem się uspokajać. Zaraz rozległo się pukanie do moich drzwi.
- Hej, młody, jesteś cały? – Usłyszałem głos Franka.
- Tak! – Warknąłem w odpowiedzi, ale złość już ze mnie ulatywała, przeganiana przez świadomość bezsensowności mojego zachowania. – Tylko...tylko przemeblowuje bo zahaczyłem o coś podczas treningu.
- Heh...to przestań się opierdalać. Pamiętaj, że Brzozowski śpi niewiele dalej od ciebie. - Odpowiedział. – A teraz sam kładź dupę na pryczę, bo wieczorem wyruszamy.
Usłyszałem jak mamrocze jeszcze coś pod nosem, odchodząc.
„Kłaść się!” parsknąłem w myślach „ Akurat bo mi się uda zasnąć po czymś takim...”
Mimo to zwaliłem się na ławę. Nie chciało mi się nawet zdejmować butów o ubraniu nie wspominając. Świeże wspomnienia tłoczyły mi się przed oczami, gnębiąc i frustrując. Przekręcałem się z boku na bo, próbując znaleźć sobie jakaś wygodniejszą pozycję.
Odniosłem wrażenie, że ledwo zamknąłem oczy, gdy obudziło mnie energiczne walenie w drzwi.
- Zatłukę... – Warknąłem pod nosem, wstając. – Urwę łeb i najszczam w szyję...
Szarpnąłem za klamkę, otwierając je na oścież i szykując się do wygarnięcia co o tym myślę, czy to Natalii czy Szwedowi. Za drzwiami stał jednak Grzesiek, blady prawie jak ściana.
- Zbieraj się. – Rzucił, nim zdążyłem się odezwać. – Zaginęło kolejne dziecko...
Rozdział XLIII
Poleć innym tę notkę